RedakcjaPDF.pl
Piątek, 10 września 2010 roku
 
Redakcja PDF » Dziennikarstwo » Ludzie » Katorga przed turniejem, przyjemność na mistrzostwach

Katorga przed turniejem, przyjemność na mistrzostwach


Słowa kluczowe : Włodzimierz Szaranowicz, Mistrzostwa Świata,
Autor: rozmawiała Anna Rasińska

O przygotowaniach do wielkich sportowych imprez, ewolucji dziennikarstwa sportowego i niemiłych niespodziankach na wizji, z tegorocznym zdobywcą Super Wiktora, Włodzimierzem Szaranowiczem, rozmawia w przededniu piłkarskich Mistrzostw Świata w Republice Południowej Afryki Anna Rasińska.

Włodzimierz Szaranowicz, dziennikarz sportowy otrzymał 21 maja Super Wiktora podczas 25. gali wręczenia nagród Wiktory 2009. Na zdjęciu obok pozostałych laureatów: Leszka Balcerowicza i Zenona Laskowika. fot. Stach Leszczyński/PAP

Dla kibiców mistrzostwa świata są wielką piłkarską ucztą. Czym są dla dziennikarza sportowego?
Przede wszystkim wyzwaniem. Jestem w ogniu przygotowań telewizyjnych, które przy tak dużej imprezie są bardzo obciążające, chociaż równocześnie cieszę się z tego, że mogę prowadzić i komentować imprezy sportowe rangi mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich. Choć teraz jest dużo pracy, samo dziennikarstwo będzie już czystą przyjemnością.

Czy jest możliwe, żeby usiąść przy mikrofonie bez wcześniejszego przygotowania?
Na pewno. Gorzej ze skutkiem dla widza czy słuchacza (śmiech). To jest zawód, w którym świadomość tego, co powinno się wiedzieć, musi być ogromna. Wiele dyscyplin wiąże się ze żmudnymi przygotowaniami na kilka tygodni przed imprezą. A są dyscypliny - jak lekkoatletyka - które wymagają wręcz katorżniczej pracy. Właściwie nie ma sportu, przy którym nie trzeba śledzić na bieżąco, co się dzieje i później starać się zbudować jakieś „story”.

Miał Pan podczas komentowania sportu jakieś szczególnie stresujące sytuacje?
Gdyby to nie był stresujący zawód, pewnie bym go nie uprawiał (śmiech). Stres jest ogromną mobilizacją. Bywają sytuacje, kiedy z jakichś powodów docieramy na stanowisko bardzo późno albo mamy problemy z połączeniem - za moment mają się rozpocząć zawody, a my jeszcze walczymy z uzyskaniem łączności ze studiem w Warszawie. To są bardzo nerwowe momenty. Oprócz tego, są jednak sytuacje dramatyczne, które miewałem często przy skokach narciarskich. Najbardziej znaną był słynny upadek Jana Mazocha, kiedy wydawało się, że otarliśmy się o tragedię ludzką. W takich sytuacjach trzeba zacząć mówić zupełnie inaczej. Wiąże się to ze zmianą sposobu myślenia, bo taka sytuacja oznacza właściwie koniec widowiska. Ono jeszcze pozornie trwa, ale jest zupełnie inne, bo ciąży nad nim dramat ludzki.

Czy w takim momencie łatwiej się pracuje z osobą współkomentującą?
Praca z innym komentatorem nie jest prosta i wymaga długotrwałego zgrywania się. Trzeba się bardzo dobrze poznać. Wiadomo, że wszyscy chcemy być blisko emocji, momentów, które są kluczowe, ale może to robić tylko jedna osoba. Kiedy dwaj komentatorzy zaczynają krzyczeć, przekaz robi się nieczytelny. To wymaga dużej precyzji i dyscypliny osób, które siadają do mikrofonów.

Jak Pan ocenia młodych ludzi, którzy stawiają pierwsze kroki w dziennikarstwie sportowym?

W ogóle nie oceniam, bo przed nimi długa droga. W tym zawodzie można bardzo szybko zaistnieć. Natomiast wszystko to, co jest do wykonania w życiu zawodowym, to osiągnięcia od „zaistnieć” do „być”. A żeby „być”, trzeba wiele lat popracować, dać się poznać. Ludzie muszą mieć świadomość, z kim mają do czynienia. Trzeba zdobyć ich zaufanie i zbudować swoją wiarygodność. Jeżeli do mikrofonu siada komentator, który jest widzom nieznany, jest mu zdecydowanie trudniej, bo musi przekonać ich swoją całą karierą do tego, by mu uwierzyli.

Bywało tak, że Pan „uwierzył” jakiemuś młodemu komentatorowi?
Oczywiście! Wiele osób, które są dziś w telewizji, zaczynało pod moim okiem. Ich kariery pięknie się rozwijają i jest to dla mnie duża satysfakcja. Nawet jeśli nie miałem w tym większego udziału, choć jakiś niewątpliwie miałem, to jest to powód do dumy.

Jak zmieniła się praca dziennikarza sportowego w ciągu ostatnich 10 lat?

Diametralnie! Kiedyś, przygotowując się do wydarzenia sportowego, szukaliśmy wielu źródeł, wycinaliśmy gazety, robiliśmy sobie własne archiwa, zbieraliśmy książki. Dzisiaj to wszystko jest w Internecie. Obecnie problem dotyczy tego, co wykroić z bardzo różnorodnej i bogatej wiedzy. Wielu młodych ludzi chce powiedzieć wszystko. A trzeba opowiedzieć jedynie to, co w danym momencie jest niezbędne.  Do tego jest potrzebne doświadczenie albo talent, który powoduje, że mamy wrodzoną precyzję myśli i przekazu.

Co zrobić w sytuacji, kiedy nie można zaleźć odpowiednich słów?

Najgorsze, co wówczas można zrobić, to mówić. Lepiej milczeć i nie posiłkować się pojęciem czegokolwiek. Jeżeli miałbym coś powiedzieć jako rodzaj przesłania, podpowiadałbym, by pewne rzeczy przygotowywać wcześniej. Chodzi mi o to, by nie rozważać jedynie wariantu zwycięstwa, ale wziąć pod uwagę inne możliwości, łącznie z ciężką przegraną, która może być dla nas trudna emocjonalnie. W emocjach wiele myśli ucieka.

Czy z zawodem dziennikarza sportowego wiąże się jakieś niebezpieczeństwo? Chodzi mi przede wszystkim o nieprzewidywalne reakcje i zachowania kibiców…
Ja tego nie doświadczyłem, choć pewnie takie sytuacje bywają. Gdyby to trzeba było w jakiś sposób generalizować, takie niebezpieczeństwo nie istnieje. Jeśli się pojawia, są to skrajne i incydentalne przypadki. Otóż pamiętam, że Darek Szpakowski komentował kiedyś mecz na Cyprze. Gdy sędzia uznał bramkę dla Polski, wściekły tłum usłyszał radość polskiego komentatora i zaczął rzucać w niego kamieniami. Na szczęście na zaimprowizowanym podeście, na którym siedział Darek była metalowa barierka, za którą się schował. Pamiętam, że cały czas nadawał i powiedział nawet, że jest obrzucany kamieniami. To są trudne chwile, ale na szczęście rzadkie.

Jak Pan się czuje tuż po zakończeniu wielkiego wydarzenia sportowego? Adrenalina wciąż się utrzymuje?
Adrenalina długo zostaje. To rodzaj ogromnego pobudzenia, rozhuśtania emocjonalnego. Trzeba się powoli wyciszać. To są emocje, które towarzyszą największym wydarzeniom w życiu. Stany, które osiągamy podczas komentowania na pewno zostałyby uznane przez lekarzy za nie do końca zdrowe (śmiech).

Czy podczas rozmów ze sportowcami, przyznają się oni do własnych błędów, porażek?
Nie lubię takiej wiwisekcji. Ja przeżywam swoją pracę i sportowiec też przeżywa to, co robi. Nie ma sensu dokładać wzajemnych stresów. Uważam, że każdy ma prawo do własnego przeżywania swojego zawodu. Dzisiejszy sportowiec jest profesjonalistą. Doskonale wie, co zrobił dobrze, a co źle. Zostawiam sportowcom bez natręctwa chwilę, kiedy mogą robić, co chcą – jeśli mają ochotę, mogą porozmawiać. Nie znoszę narzucania się. Zresztą po transmisji też lubię być chwilę sam. Trzeba to wszystko w sobie jakoś przytłumić.

Zdarza się, że sportowcy chcą jednak z Panem porozmawiać?
Oczywiście. Ludzie w ogóle chcą ze sobą rozmawiać. Są tacy sportowcy, którzy lubią się natychmiast podzielić swoją radością, a są tacy, którzy potrzebują ciszy. W pełni ich rozumiem. Cisza w życiu jest tak samo ważna jak głośna wrzawa.

Dlaczego tak mało kobiet pracuje w dziennikarstwie sportowym?
Nie wiem. Taki mamy stereotyp kulturowy, że kobieta jeszcze nie jest do końca akceptowana w dziennikarstwie. Chociaż są stacje, które budują bardzo teraz modny parytet, jak Canal + czy Orange, gdzie pracuje sporo kobiet. W telewizji mamy ich jednak o wiele za mało.

Niewiele kobiet dopuszcza się do głosu w tej branży…
Tu nie chodzi o dopuszczanie. Liczy się pewna determinacja i zdolność przebicia. Ludzie w tych zawodach budują swoje kariery własnymi siłami. I tych sił trzeba mieć sporo... Może jeszcze nie przyszły tak mocne charakterologicznie kobiety, by się przebić. Ale mamy kilka pań, które znakomicie sobie radzą w naszej redakcji i mogą być wzorem.

A miał Pan chwilę zwątpienia, moment, kiedy chciał Pan zmienić zawód?
Zawodu nigdy nie chciałem zmienić. Pracowałem natomiast poza sportem, w różnych innych programach i było to dla mnie fajnym oddechem. Każdy z nas powinien robić to, co potrafi najlepiej. Mam nadzieję, że takie wybory będą towarzyszyć wszystkim młodym dziennikarzom.