Obiektywizm nie istnieje
Słowa kluczowe : obiektywizm, granice,
Autor: Elżbieta Wójcik, Agata Żurawska
Jaką rolę pełni dziś dziennikarz? Zacierają się granice między tzw. „soft news” a „hard news” i zamiast mówić o faktach, coraz częściej operuje się pojęciem „faktu medialnego”. Rzetelne dziennikarstwo traci na atrakcyjności, dziennikarz staje się ideologiem tej czy innej opcji politycznej, a rzetelność zawodu to pusty zapis Karty Etycznej Mediów. Co więcej, szanse na poprawę sytuacji wydają się iluzoryczne.

Jan Pospieszalski rozmawia z uczestnikami manifestacji pod Pałacem Prezydenckim, 9 maja w Warszawie. fot. Radek Pietruszka/PAP
Kapuściński non fiction: krajobraz po burzy
Niespełna trzy i pół roku po śmierci Ryszarda Kapuścińskiego nazwisko pisarza znów trafiło na czołówki gazet, publicystycznych programów, a nawet na sądową wokandę. Jednak inaczej niż w przeszłości, żywiołowej dyskusji o Mistrzu nie zdominowały zachwyt i uznanie, bo po publikacji „Kapuściński non fiction” autor „Cesarza” nie będzie już postacią pomnikową. Czytaj dalej
![]() | Kapuściński non fiction: krajobraz po burzy |
Poglądy polityczne i dyskusja merytoryczna schodzą na dalszy plan, kiedy na pierwszy wysuwa się suka Saba czy kot Alik. O ile łatwiej jest skupić uwagę odbiorcy, informując go, że prezes Kaczyński nie nosi zegarka (bo, jak mówią złośliwi, „sam ustala czas”), a dziadek premiera Tuska był w Wermachcie, niż przedstawić program polityczny obu polityków. Jak wynika z sondaży oglądalności stacji telewizyjnych oraz ich ramówek, istnieje ogromne zapotrzebowanie społeczne na informacje drugorzędne.
Poważna publicystyka dogorywa, bezsilna wobec nęcących krzykliwymi tytułami wiadomości o niedziałającym długopisie, domniemanym romansie pewnej posłanki z pewnym prezesem partii, czy podejrzewanym przez posła Palikota problemie alkoholowym innych polityków. Poruszać spraw istotnych widocznie się nie opłaca. Co prawda „Warto rozmawiać”, ale jedynie wtedy, gdy do głosu nie trzeba dopuszczać adwersarza lub chce się przedstawić szerszej publiczności uznane przez siebie samego za słuszne teorie spiskowe.
Magdalena Bajer, przewodnicząca Rady Etyki Mediów, wymienia dwie główne przyczyny tabloidyzacji i nierzetelności polskich mediów. - Po pierwsze, wynikają one z konkurencji, która może deprawować. Dziennikarze ulegają presji pogoni za sensacją – to jest przyczyna pierwotna. Po drugie, tabloidyzację mediów tłumaczy się również tym, że podobno oczekują jej odbiorcy. Myślę jednak, że odbiorcom tylko wmawia się, że chcą nieustannego podniecania wymyślonymi lub rzeczywistymi sensacjami - ocenia przewodnicząca REM.
Ile znaczy Karta?
Obiektywizm to de facto termin abstrakcyjny, oderwany od rzeczywistości. Nie przejawia się w opiniach i komentarzach, bo te z natury są subiektywne. Pewne ramy obiektywizmu, albo chociaż jego pozory, wyznacza Karta Etyczna Mediów. Jednak według specjalisty od etyki dziennikarskiej, doktora Michała Zaremby, nawet zapisy Karty mogą być interpretowane w różny sposób. - Karta Etyczna Mediów ma niewielkie znaczenie, chociaż media informują o opiniach REM, chyba więc uważają, że jest to news. Czy same wartości zapisane w Karcie mają dla dziennikarzy znaczenie? Myślę, że dla ogromnej większości tak. Najmniej znaczą dla pracowników tabloidów i pism plotkarskich. Ale wątpliwe jest, czy ich działalność można jeszcze określić jako dziennikarstwo – uważa dr Zaremba.
Medioznawca z UW, profesor Maciej Mrozowski zauważa, że polscy dziennikarze mijają się ze swoją misją. - Zamiast stać na straży demokracji, umacniać ją poprzez rzetelne informowanie o sprawach dla kraju najważniejszych, dziennikarze uciekają w sensację. Współczesne media podważają naszą wiarę w demokrację i polityków - nie ma wątpliwości medioznawca. Jego zdaniem, pomimo, iż media są przekaźnikiem między władzami państwa a społeczeństwem, coraz częściej dziennikarze woleliby widzieć siebie w roli agentów, którzy dla „dobra ludu” depczą politykom po piętach, czekając tylko, kiedy któryś się potknie. Co więcej, bardzo często dziennikarz przemyci w takiej sytuacji - w sposób mniej lub bardziej subtelny - swoje poglądy i wykorzysta swoje pięć minut.
Kontrolna funkcja mediów jest jak najbardziej słuszna, a zapis o nadrzędnym dobru odbiorcy to jeden z kluczowych punktów Karty Etycznej Mediów. Pojawia się jednak pytanie: jak dziennikarze rozumieją swoją misję i czy przestrzegają zasad KEM? Magdalena Bajer przyznaje, że ta kwestia nie wygląda dobrze. - Dziennikarze nie przestrzegają zapisów Karty, bo nie ma żadnych sankcji, które by to wymuszały - tłumaczy. Dodaje jednak, że nie dotyczy to wszystkich dziennikarzy, a w polskich mediach nadal można znaleźć wiele osób, które mogą poszczycić się uczciwością i rzetelnością.
Dziennikarz czy fanatyk?
Po katastrofie prezydenckiego tupolewa padały pytania o to, jak ta tragedia wpłynie na media. Już 15 kwietnia okazało się, że nawoływania o wyciszenie i niepodsycanie skrajnych emocji były nieskuteczne. Jan Pospieszalski w swoim programie „Warto rozmawiać” po raz kolejny podzielił opinię publiczną w dniach, kiedy wszyscy mieliśmy być razem. Dziennikarz znany z konserwatywnych poglądów i otwarcie sympatyzujący z PiS-em, czas antenowy poświęcił na swojego rodzaju manifest polityczny. Zostało to skrytykowane przez Radę Etyki Mediów oraz odbiło się szerokim echem wśród Polaków. Na portalu społecznościowym Facebook.com ponad 10 tys. osób dołączyło do grupy apelującej o odwołanie Pospieszalskiego z TVP. Czy oburzenie jest słuszne?
- Od trzech tygodni, wraz z Ewą Stankiewicz, jesteśmy obiektem nagonki tylko dlatego, że mieliśmy odwagę pójść z kamerą na Krakowskie Przedmieście, gdzie rejestrowaliśmy w pełni szczere i autentyczne wypowiedzi ludzi, którzy się tam zgromadzili. Te wypowiedzi dotyczyły troski o państwo, niepokoju o Polskę, dotyczyły pytań o to, dlaczego 96 wspaniałych ludzi musiało zginąć na obcej ziemi - przekonuje Pospieszalski i nie ukrywa, że spodziewał się, że film „Solidarni 2010” będzie bardzo mocno komentowany, bo jest unikalnym zapisem nieprawdopodobnego zjawiska, jakie przeżywała i nadal przeżywa Polska. Dziennikarz głośno wyraża swoje poglądy i uważa, że będąc szczerym z publicznością, nie jest w stanie nikim manipulować. - Gram w otwarte karty i to jest uczciwe, a manipulacją jest właśnie głoszony przez ludzi mediów obiektywizm, często nazywany również dziennikarskim profesjonalizmem - komentuje dziennikarz TVP.
Zdaniem doktora Zaremby, dziennikarz nie musi być neutralny politycznie, natomiast powinien dążyć do tego, by przekaz był wyważony, żeby nie był tworzony pod z góry założoną tezę. - Z audycji Pospieszalskiego więcej się dowiedzieliśmy o poglądach jej autora niż o atmosferze panującej pod Pałacem – uważa dr Zaremba. Podobne odczucia ma Magdalena Bajer. - Dziennikarze powinni raczej pomagać Polakom w przetrwaniu do czasu, aż będą znane wyniki śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy, a nie publikować własne hipotezy na ten temat – podkreśla Bajer.
Interesujący pogląd na temat dziennikarskiej bezstronności prezentuje publicysta „Polski The Times”, Michał Karnowski. - W tej branży nie ma obiektywizmu. Obecna sytuacja rynkowa wskazuje, że jest zapotrzebowanie na ludzi, którzy mówią jasno i wyraziście. Jak zapraszają kogoś do telewizji, musi on mieć coś do powiedzenia. A jeśli mówi, że nie wiadomo, że właściwie każdy ma trochę racji, to zaproszą taką osobę raz albo dwa, a później przestaną. Spór też nakręca. Muszą być wyniki oglądalności – komentuje. Porównuje polskie dziennikarstwo do amerykańskiego, gdzie dziennikarze to osobowości. - Bill O’Reilly ma na przykład swoich fanów i wyznawców. Zaprasza gości, z którymi się bije w imieniu swoich widzów. Jesteś demokratą - oglądasz CNN, jesteś konserwatystą - oglądasz FOX NEWS. Również polskie dziennikarstwo będzie zmierzało w tym kierunku - dodaje publicysta.
Komentator „Polski” uważa, że obiektywne dziennikarstwo nie jest możliwe już w warstwie językowej. - Dla jednych aborcja jest zabiegiem czy prawem kobiety, dla innych to zwykłe zabójstwo. A źródłem tego, jak postrzegamy świat, jest nasz dom rodzinny i wartości, które z niego wynieśliśmy - podsumowuje Karnowski, który odradza mówienie o jednej, jedynej prawdzie, bo coś takiego po prostu nie istnieje.
Z czego się śmieje Figurski?
Żarty z polityków to jeden z przywilejów demokracji. Również w Polsce dziennikarze korzystają z tego przywileju, chociaż na mniejszą skalę, niż ma to miejsce na zachodzie Europy. Prym wiodą tu dziennikarze, którzy wiedzą, że nic tak nie cieszy widza, jak rządowa gafa. Nie dziwi więc, że jednym z najczęściej oglądanych przez Polaków programów jest „Szkło kontaktowe”, gdzie przedstawia się „ludzkie” oblicze polityków z ich słabościami i niedociągnięciami. Choć teraz, po pięciu latach nadawania, „Szkiełko” stało się oczywistym i niebudzącym tak wielu kontrowersji stałym elementem polskiej telewizji, dawniej było zarówno dla polityków, jak i widzów, katalizatorem skrajnych uczuć.
Obecnie poza TVN-owską porcją rozrywki serwowaną przez redaktora Miecugowa lub Sianeckiego z gośćmi, dużą popularnością cieszy się duet Wojewódzki–Figurski, czyli „Poranny W-F” w Radiu Eska Rock. To audycja, podczas której prowadzący parodiują, wyśmiewają i żartują z osób publicznych. Ogromne poruszenie wywołała piosenka o Jarosławie Kaczyńskim „Po trupach do celu”, w której dziennikarze śpiewają między innymi o tym, że „wraca IV RP”, a każdy z przyjaciół prezesa PiS chciałby „leżeć na Wawelu”. Sami twórcy, zamiast mówić o piosence lub rapie, wolą używać określenia „pastisz”. Kuba Wojewódzki odmówił czasopismu „PDF” komentarza w tej sprawie, natomiast Michał Figurski w programie „Teraz My” wyraził swoje zdziwienie, że audycja wywołała tak żywą reakcję opinii publicznej. Jak powiedział Figurski, sam utwór nie miał godzić w pamięć o tragicznie zmarłym prezydencie Lechu Kaczyńskim ani w dobre imię jego brata. Piosenka to wyłącznie opis zjawiska, o którym inni milczą, choć zdanie mogą mieć podobne. W ocenie prezentera, skrajne poglądy prawicowe, które wielokrotnie wzbudzają kontrowersje, są bardziej pobłażliwie traktowane przez opinię publiczną, a ich autorów nie zmusza się do publicznego kajania, tak, jak ma to miejsce z dziennikarzami o poglądach bardziej liberalnych.
Czy na pewno? - Nie słyszałem tego utworu, więc nie mogę nic powiedzieć. Nie chciałbym wypowiadać się na podstawie informacji z drugiej ręki. Jeśli chodzi o wypowiedź pana Figurskiego, to przyjmowanie postawy ofiary jest zabiegiem propagandowym, sposobem na odwrócenie uwagi. Jak ja słyszę, że panowie Figurski i Wojewódzki stroją się w kostium prześladowanych ofiar, jest to dla mnie żałosne i ja się na to nie nabieram – komentuje Jan Pospieszalski.
Czy autorzy „Po trupach do celu” powinni ponieść karę? Doktor Michał Zaremba, specjalista od etyki mediów twierdzi, że „wypowiedź” Wojewódzkiego i Figurskiego była legalna i dopuszczalna w debacie publicznej, jednak niestosowna pod względem formy. Wskazuje również na bardzo ważny akt prawny, chroniący tego typu wypowiedzi. - Badając legalność, trzeba zawsze pamiętać o tym, że zdaniem Europejskiego Trybunału w Strasburgu, art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka gwarantujący wolność słowa chroni również wypowiedzi, które szokują lub prowokują – przypomina Zaremba.
Studio czy wokanda?
Michał Karnowski uważa, że informacja jest dzisiaj powszechna i ogólnodostępna. Nawet, gdy tego nie chcemy, dociera do nas sama, kiedy słuchamy radia, włączamy telewizję czy przeglądamy strony w Internecie. Z tego powodu, na czystą informację znika zapotrzebowanie, a ludzie oczekują wyjaśnienia, analizy rzeczywistości, ewentualnie informacji ekskluzywnych i własnych. - Jedynym segmentem dziennikarstwa, gdzie ceniona jest przede wszystkim rzetelna informacja, jest prasa specjalistyczna, ponieważ taka informacja, na przykład z zakresu prawa czy ekonomii, nie jest już dostępna dla każdego.
Z tego powodu dziennikarze, chcąc utrzymać się w zawodzie, szukają nowych, własnych i - coraz częściej – kontrowersyjnych tematów. Bardzo często mamy do czynienia z dziennikarzem–prokuratorem. Taki występuje na przykład w „Misji specjalnej” czy w „Teraz My”, gdzie dziennikarze, zamiast obiektywnie pokazać sprawę, nierzadko zwyczajnie przesłuchują zaproszonych gości. Jak zauważył w jednym ze swoich felietonów Daniel Passent – opisując program „Teraz My” z udziałem generała Jaruzelskiego - „Morozowski i Sekielski urządzili swojemu gościowi sąd ostateczny w trybie przyspieszonym”.
Wzorzec zza Oceanu: lepiej nie będzie
Jeśli spojrzeć na polskie „piekiełko medialne”, z punktu widzenia amerykańskich przyjaciół, na których polski show-biznes i dziennikarstwo się wzorują, to ani „Po trupach do celu”, ani program Pospieszalskiego, nie powinny nas oburzać. Profesor William Glass, redaktor „The Americanist”, wykładowca w Ośrodku Studiów Amerykańskich na UW, przyznaje, że amerykańskie media nieustannie ośmieszają i krytykują polityków. Jednym ze sztampowych programów telewizyjnych, w których satyrycy naśmiewają się z osób publicznych, jest emitowany przez Comedy Central słynny „Daily Show”, gdzie Jon Stewart omawia wydarzenia minionego dnia. Jak zauważa prof. Glass, program ten, choć satyryczny, służy również jako źródło informacji dla wielu Amerykanów.
Żarty i otwarta krytyka osób publicznych są w Stanach na porządku dziennym, a audycje takie jak „Saturday Night Show” od dekad „pastwią” się nad politykami. Ci jednak, w odróżnieniu do polskich, na krytykę czy dowcip na ich temat są uodpornieni. Nie obrażają się na Billa Mahera, który szydzi z George’a Busha, ani na Jaya Leno, wyśmiewającego Sarah Pallin. Amerykańscy politycy po prostu ignorują kąśliwe komentarze. - Chyba że media wymyślą coś, co zupełnie nie ma związku z rzeczywistością i godzi w dobra osobiste osoby lub społeczności. Wówczas program może zostać zawieszony lub zdjęty z anteny – opowiada profesor Glass. - Tak stało się na przykład z „Politically Incorrect” Billa Mahera, który znany jest z głośnego i stanowczego wyrażania swoich poglądów i który mówiąc o wydarzeniach z 11 września, niefortunnie przyrównał amerykańskich polityków do terrorystów Al-Kaidy – wspomina amerykanista.
Również amerykańscy dziennikarze często zapędzają się w swoich sądach i - jak twierdzi Glass - miejsce oczekiwanego obiektywizmu nierzadko zajmują osobiste poglądy. O ile jednak w USA ten kontrowersyjny rodzaj dziennikarstwa został zaakceptowany i ma swoje ustalone miejsce na amerykańskiej scenie medialnej, o tyle w Polsce można odnieść wrażenie, że prześmiewczy ton i obnażanie swoich poglądów politycznych przez dziennikarzy nadal uznawane są za złe i niegodne. - Kryteria tego, co jest przyzwoite, a co nie, są różne w różnych krajach. Natomiast w „starych” demokracjach w większym stopniu akceptuje się prawo innych do głoszenia odmiennych poglądów, nie wspominając już o stosowaniu sankcji prawnych – podsumowuje doktor Zaremba.
Na pytanie o granicę wolności medialnego słowa nie ma prostej odpowiedzi. Natomiast wiele wskazuje na to, że kierunek, jaki obrały media sprawi, że za kilka lat o programie Pospieszalskiego czy „hip-hopowej audycji” duetu Figurski-Wojewódzki nikt nie będzie chciał nawet rozmawiać. A obiektywizm i zwykła dziennikarska przyzwoitość tafią tam, gdzie w opinii wielu powinno być ich miejsce - do słownika wyrazów obcych.



