RedakcjaPDF.pl
Poniedziałek, 6 września 2010 roku
 
Redakcja PDF » Dziennikarstwo » Rynek mediów » Kapuściński non fiction: krajobraz po burzy

Kapuściński non fiction: krajobraz po burzy


Słowa kluczowe : Ryszard Kapuściński, Artur Domosławski, Świat Książki,
Autor: Tomasz Betka

Niespełna trzy i pół roku po śmierci Ryszarda Kapuścińskiego nazwisko pisarza znów trafiło na czołówki gazet, publicystycznych programów, a nawet na sądową wokandę. Jednak inaczej niż w przeszłości, żywiołowej dyskusji o Mistrzu nie zdominowały zachwyt i uznanie, bo po publikacji „Kapuściński non fiction” autor „Cesarza” nie będzie już postacią pomnikową.

fot. Adam Lewandowski

Obiektywizm nie istnieje

Obiektywizm nie istnieje

Jaką rolę pełni dziś dziennikarz? Zacierają się granice między tzw. „soft news” a „hard news” i zamiast mówić o faktach, coraz częściej operuje się pojęciem „faktu medialnego”. Rzetelne dziennikarstwo traci na atrakcyjności, dziennikarz staje się ideologiem tej czy innej opcji politycznej, a rzetelność zawodu to pusty zapis Karty Etycznej Mediów. Co więcej, szanse na poprawę sytuacji wydają się iluzoryczne. Czytaj dalej

Obiektywizm nie istnieje

Warszawa, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, 16 marca 2010. Nie ma żadnych szans, aby na sali znaleźć wolne miejsce. Kilkaset osób siedzi, stoi, część nie może nawet dostać się do środka. Każdy chce to usłyszeć i zobaczyć, choć pewnie każdy coś innego. Co on właściwie napisał? Zdradził mistrza czy po prostu lepiej go poznał? Kim jest ten Domosławski? Ale przede wszystkim - kim był Kapuściński? Co naprawdę pisał?
Bardzo dawno żadna książka nie wywołała w Polsce takiej burzy, jak „Kapuściński non-fiction”. Część środowiska zarzuciła Domosławskiemu tabloidowe naruszenie godności żyjących i judaszową robotę, część oskarżyła jego krytyków o ograniczoną percepcję intelektualną i nieumiejętność czytania. Ponad miesiąc trwał spór o to czy autor biografii zasługuje na ostracyzm czy wyniesienie na piedestał. Czy publikacja „Kapuściński non fiction” rzeczywiście była wydarzeniem, które powinno rozpalić do białości opinię publiczną?

Czczono nie tego bożka?
Agata Tuszyńska, prozaiczka i reportażystka, autorka biografii Ireny Krzywickiej i Marii Wisnowskiej, uważa biografię Kapuścińskiego za nadużycie i próbę demaskacji Mistrza Reportażu. - W pisarstwie biograficznym nie wolno przyjmować z góry założonej tezy. Dla biografa najważniejsze powinno być zrozumienie swojego bohatera, a nie jego wyszydzenie. Kapuściński był przede wszystkim pisarzem i reportażystą. Tymczasem Domosławski literaturze Kapuścińskiego poświęca w książce najmniej miejsca. Autor woli wyruszyć w podróż śladami swojego Mistrza, aby zweryfikować jego prawdomówność - argumentuje Tuszyńska. Pisarka zarzuca również Domosławskiemu, że co kilka stron narzuca czytelnikom określoną interpretację opisywanych wydarzeń. Najczęściej interpretację niekorzystną dla bohatera biografii.
Skrajnie odmienny punkt widzenia prezentuje Roman Kurkiewicz, publicysta „Przekroju” i radia TOK FM, który nie ma żadnych wątpliwości, że książka Artura Domosławskiego jest walką i to o coś absolutnie podstawowego. - To walka właśnie o to, aby zrozumieć Ryszarda Kapuścińskiego. Żeby potraktować poważnie to, co robił, co pisał przez całe życie. Tę walkę podejmuje Domosławski, co oczywiście budzi wściekłość, ponieważ jest to typ postawy, będącej w naszym kraju w kompletnym odwrocie - przekonuje Kurkiewicz. W jego opinii, „Kapuściński non fiction” to książka bardzo ważna politycznie, napisana przez politycznego autora i opowiadająca o człowieku, który do samego końca miał bardzo wyraźne poglądy polityczne. - Wielu czytelników Kapuścińskiego w ogóle nie rozumiało, co on mówił. Nie mieściło im się w głowach, że Kapuściński był lewicowcem i z tego wynikała jego życiowa droga. W tym sensie Domosławski przywrócił Kapuścińskiego lewicowej tradycji inteligenckiej - tłumaczy felietonista „Przekroju”. Dodaje też, że proweniencja polityczna reportera jest obrazą w katolickiej Polsce, bo wychodzi na jaw, że czczono nie tego bożka. A przecież polityczne książki Kapuścińskiego pokazują problemy, o których mówi się do dzisiaj.

Walka Mistrza
Czy faktycznie powinniśmy czytać książki Kapuścińskiego przede wszystkim poprzez jego polityczność? - Trudno powiedzieć, czy przede wszystkim. Na pewno wejście również w tę sferę jego pisarstwa umożliwi lepsze poznanie Kapuścińskiego. W tych książkach jest element polityczności, choć chyba bardziej światopoglądu autora - obecna jest silna lewicowość, empatia wobec słabszych i biedniejszych, niechęć do imperializmu we wszystkich jego postaciach - zauważa historyk i publicysta „Polityki”, Wiesław Władyka. Opowiada także o tym, że w wywiadach, a zwłaszcza w prywatnych rozmowach, Kapuściński jeszcze mocniej akcentował swój sposób patrzenia na świat. - Mówił wyraźnie: biały człowiek nie rozumie ludzi z odmiennych kręgów cywilizacyjnych, narzuca innym swoją kulturę. Kapuściński był wściekły, że po 2001 roku Północ zaatakowała Południe, bo przecież islam jest o wiele bardziej złożony niż się Europie i Stanom Zjednoczonym wydaje - wspomina Władyka. Jednym zdaniem - autor „Cesarza” miał w sobie wyraźną aksjomatykę, która w książce Domosławskiego została wyeksponowana.
Ale w ocenie Jacka Żakowskiego, innego komentatora „Polityki”, uważni czytelnicy Kapuścińskiego wcale nie musieli czekać na biografię Mistrza Reportażu, żeby poznać akurat tę warstwę jego osobowości. - Jeśli jakiś czytelnik Kapuścińskiego, zdziwił się, że Kapuściński miał lewicowe poglądy, to nie najlepiej świadczy o inteligencji takiego czytelnika. Przecież „Chrystus z karabinem na ramieniu” czy „Jeszcze jeden dzień z życia” nie pozostawiają cienia wątpliwości, po której stronie bije serce autora - wyjaśnia Żakowski.
Czy lewicowość Kapuścińskiego pomogła mu podjąć decyzję o współpracy z PRL-owskim wywiadem? - Kapuściński przekazywał informacje, pisał raporty, bo sytuację, w której obywatel dzielił się ze swoim państwem posiadaną wiedzą, uważał za naturalną. On nie był Jamesem Bondem czy Indianą Jonesem. Był dziennikarzem, który zdobywał informacje, również te zbędne dla mediów - nudne, monotonne - ale przydatne dla służb państwa. Kapuściński nie biegał na froncie z radiostacją, nie była zwiadowcą jak generał Jaruzelski – przekonuje publicysta „Polityki”
Pod tym względem inaczej ocenia Kapuścińskiego komentator „Polski The Times”, Piotr Zaremba. Publicysta nie zgadza się, że współpraca z systemem była w PRL-u czymś naturalnym. - Kapuściński był w komunizm zaangażowany ideologicznie. Podczas walk w Angoli wziął do ręki broń i strzelał, a jak ktoś strzela, przestaje być dziennikarzem - ocenia Zaremba i dodaje, że autor „Cesarza” starał się budować na świecie komunizm. Czyżby Roman Kurkiewicz trafił w sedno - Kapuściński był „zwierzęciem politycznym” i czytając jego książki, nie wolno tracić z oczu tej perspektywy?

Baśnie tysiąca i jednej nocy?

Nie należy mieć jednak złudzeń, że dla wielu czytelników Kapuścińskiego najważniejsze pozostaną jego dzieła, a nie poglądy. Unikalny język, niespotykana wcześniej forma i umiejętność skupienia w jednym zdaniu całej istoty nawet najbardziej złożonego zjawiska czy wydarzenia. Przed wydaniem „Kapuściński non-fiction” do tych walorów dodawano również precyzyjne oddawanie rzeczywistości i stanu faktycznego. Tymczasem Domosławski odkrył (?) przed szerszą publicznością, że Mistrz Reportażu niektóre fragmenty swoich tekstów mocno ubarwiał, a nawet zmyślał. Jak rozumieć słowa mieszkającej w Etiopii od ponad czterdziestu lat znajomej Kapuścińskiego: „Kapuściński był uroczym człowiekiem. Ale ten <<Cesarz>> to baśnie z tysiąca i jednej nocy”?
Jacek Żakowski ponownie odwołuje się do inteligencji czytelników i mówi, że jeśli ktoś po lekturze „Cesarza” uważał, że książka była dokładnym zapisem tego, co ludzie mówili, to taka osoba musi nad swoją inteligencją jeszcze trochę popracować. Czy znaczy to, że problemu podkoloryzowywania w dziennikarstwie Kapuścińskiego nie było? Skoro tak, dlaczego ten temat wywołał w środowisku takie emocje? - Problem istnieje. W innych książkach, zwłaszcza w reportażach, czytelnik może odnieść wrażenie, że Kapuściński precyzyjnie odwzorowuje rzeczywistość - przyznaje Żakowski. Bardziej krytyczny wobec Mistrza Reportażu jest Igor Janke z „Rzeczpospolitej”. - Całe życie się uczyłem, że reportaży nie wolno ubarwiać. Oczywiście, można stosować formę, którą posługiwał się Kapuściński, ale wówczas trzeba powiedzieć: książka opiera się na faktach, ale pewne rzeczy są dopisane, wyolbrzymione. Tymczasem Kapuściński przekonywał, że te reportaże to czysta prawda - zauważa publicysta.
Ważny aspekt w dyskusji o koloryzowaniu literatury faktu porusza inny reportażysta Jacek Hugo-Bader. - Pamiętajmy, że pojęcie „literatura faktu” składa się z dwóch równorzędnych elementów: literatury i faktu. Ja pracuję dla gazety, piszę teksty gazetowe i nie mogę sobie pozwolić na fikcję, na którą z kolei może sobie pozwolić człowiek piszący książki. Nie ulega natomiast wątpliwości, że ludzie powinni wiedzieć, czy mają do czynienia z reportażem, czy z literaturą - zaznacza Hugo-Bader. Dziennikarz nie ma też kłopotów ze wskazaniem rozwiązania tego problemu i przywołuje przykład Wojciecha Tochmana, który w jednym ze swoich reportaży po prostu na początku napisał: „to mogło być tak i tak”. A potem opowiedział historię. Zdaniem Hugo-Badera filozofię pisania Kapuścińskiego dobrze oddają słowa wypowiedziane do zarzucającej mu fikcję przyjaciółki. „Nic nie rozumiesz. Nie po to jadę na koniec świata i nie po to piszę, żeby mi się szczegóły zgadzały”. Kapuścińskiemu zawsze chodziło o to, żeby ująć istotę sprawy.

Alicja Kapuścińska matką sukcesu
A o co jeszcze chodziło w dyskusji o „Kapuściński non-fiction”? Mocno wyolbrzymiony, zbyt mocno, został wątek dotyczący prywatno-intymnej sfery życia Mistrza Reportażu. Relacje Kapuścińskiego z żoną, z córką, są uzupełnieniem portretu Kapuścińskiego, ale nie mają wpływu na jego dziennikarstwo i twórczość. A przynajmniej Domosławski tego w książce nie pokazał. Tymczasem właśnie dziennikarska część duszy Kapuścińskiego jest najbardziej interesująca. - Pojawia się pytanie, czy nie jest za wcześnie na poruszanie wątków z życia prywatnego, gdy żyją zarówno żona, jak i druga kobieta życia Ryszarda Kapuścińskiego. To jednak bardziej problem autora biografii niż jej czytelników - uważa Piotr Zaremba.
Trochę smutną konstatacją pozostaje hipoteza, że nie byłoby tak żywej debaty o „Kapuściński non-fiction”, gdyby nie postawa Alicji Kapuścińskiej i nieudana próba zablokowania publikacji. - Dla książki nie ma nic lepszego niż zabronienie jej lektury. Zarówno odmowa wydania biografii przez Znak, jak i protest Kapuścińskiej, spowodowały, że ludzie usłyszeli o tej książce. W dużym stopniu to Alicja Kapuścińska przyczyniła się do sukcesu biografii Domosławskiego - komentuje Roman Kurkiewicz.
Trudno się nie zgodzić, że żona Ryszarda Kapuścińskiego pomogła w promocji tytułu „Kapuściński non-fiction”. A co zostanie z dyskusji o książce? Czy była ona w ogóle potrzebna? - Ta debata pokazała kompleks, na który cierpią Polacy przy opisywaniu swoich bohaterów - uważa Igor Janke i dodaje, że nie najlepiej świadczy o nas fakt, iż za wszelką cenę staramy się zachować nieskazitelność postaci, które cenimy.
O tym, że dyskusja wokół biografii Domosławskiego była potrzebna, mówi również Piotr Zaremba, choć przyznaje, że na początku debata miała trochę patologiczny charakter. - Najpierw wypowiadali się ludzie, którzy otwarcie przyznawali, że nie czytali książki, a swoje argumenty opierali wyłącznie na plotkach i przypuszczeniach. Dużym zaskoczeniem była dla mnie na przykład wypowiedź Władysława Bartoszewskiego - nie ukrywa dziennikarz „Polski”. Przyznaje on zarazem, że później dyskusja była bardziej merytoryczna i nie toczyła się już tylko pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami odbrązawiania portretu Kapuścińskiego.
Agata Tuszyńska obawia się natomiast negatywnych skutków zainteresowania publikacją Domosławskiego. - „Kapuściński non-fiction” pokazuje młodym dziennikarzom, że w branży panuje wolna amerykanka. Młodzi ludzie chcą wiedzieć wszystko, odrzucają jakiekolwiek tabu. Boje się o polską biografistykę, jeśli ta książka ma być dla niej wzorem - nie ukrywa swoich emocji pisarka.
Również Jacek Żakowski pozostaje raczej sceptyczny w ocenie efektów debaty o „Kapuściński non-fiction”, choć z zupełnie innego powodu. - Nie zmieni się nagle sposób pisania biografii w tym kraju. Kultura ma dużą bezwładność. Dyskusja o Jedwabnem nie zlikwidowała przecież polskiego antysemityzmu. Także debata o Kapuścińskim nie wyeliminuje wszystkich niejasności. Ale może przynajmniej reportaż literacki będzie przez ludzi lepiej rozumiany? - zastanawia się Żakowski i podkreśla, że spór o biografię Domosławskiego będzie trwał bardzo długo, a wielu rzeczy nie da się definitywnie rozstrzygnąć. Bo niejasność jest elementem każdej sztuki.

Nowa jakość polskich kłótni?

Roman Kurkiewicz dodaje jeszcze, że Domosławski po raz kolejny ujawnił głębokie podziały w polskim społeczeństwie. Ale tym razem dało to pozytywny efekt. - Przekonaliśmy się, kto ma odwagę myśleć, zadawać pytania, podważać dominujący obraz rzeczywistości. Im więcej osób będzie pluć na tę książkę, tym lepiej, bo więcej ludzi ją przeczyta. „Kapuściński non fiction” zamyka dwudziestoletni okres marazmu i przywraca polityczność. Polityczność w sensie pozytywnym, polityczność, której nie znajdziemy w Sejmie - podsumowuje Kurkiewicz.
W ostatnich latach życia Ryszard Kapuściński był postacią cenioną na całym świecie i - jak opisuje Domosławski - w jakimś sensie z reportażysty, pisarza przeobraził się w myśliciela. - Trudno wytłumaczyć, dlaczego człowiek o tak olbrzymim autorytecie prawie nigdy nie wypowiadał się publicznie na ważne dla kraju i świata problemy. A po 1989 r. działo się przecież mnóstwo - wspomina Wiesław Władyka. Kapuściński był na przykład wręcz przerażony ideologią IV RP, a wielu przyjaciół prosiło go, aby pokazał to opinii publicznej, coś napisał. Bez skutku.
Co Kapuściński napisałby dzisiaj? Podobno źle znosił krytykę. Wpadał we wściekłość, gdy ktoś próbował mu grzebać w życiorysie. Bardzo możliwe, że, gdyby żył, już nigdy nie podałby Domosławskiemu ręki. Takich odruchów nie powinni mieć czytelnicy Kapuścińskiego. Bo dzięki „Kapuściński non-fiction” lepiej poznali swojego Mistrza, a opisywane przez Domosławskiego słabości bohatera nie zmieniają faktu, że Kapuściński tworzył świetne reportaże. Kim był bardziej? Reportażystą czy pisarzem? Nie ma prostej odpowiedzi, ale jeszcze kilka miesięcy wcześniej nikt by takiego pytania nawet nie zadał.  Wygląda na to, że debata o „Kapuściński non-fiction” jednak coś zmieniła. Może w przyszłości Polacy nie będą się już kłócić wyłącznie o „agenta Bolka” i „dziadka z Wehrmachtu”? A książki wywołujące żywe i skrajne reakcje odbiorców będą się ukazywać częściej niż raz na kilkanaście lat.

Mimo wielokrotnych prób Artur Domosławski odmówił komentarza dla czytelników „PDF”.
 

współpraca: Aleksandra Siemiradzka, Dominika Jędrzejczyk, Magdalena Wasyłeczko, Elżbieta Wójcik, Agata Żurawska