RedakcjaPDF.pl
Niedziela, 5 września 2010 roku
 
Redakcja PDF » Foto » Warsztat » Jeden dzień z życia fotoedytora

Jeden dzień z życia fotoedytora


Słowa kluczowe : fotoedytor, fotografia, edycja zdjęć,
Autor: wysłuchała Agnieszka Wieczorkowska

Jestem fotoedytorką. W przeciągu kilku miesięcy pracowałam już w dwóch warszawskich agencjach fotograficznych. Nie jest to łatwa praca, ani taka przyjemna jakby się mogło wydawać. Robię to dlatego, iż chciałam mieć stały kontakt ze zdjęciami, a praca jako fotoedytor wydawała się najłatwiejszym sposobem na to. Praca ta wymaga wiele wytrwałości i powiem szczerze, że nie każdy się do tego nadaje.

Zacznę od tego, że jest to typowa praca biurowa – 8h przy komputerze, niemalże non stop. Z cech charakteru najważniejsza jest cierpliwość i opanowanie. Nigdy nie wiadomo jak zagmatwane trafi ci się zamówienie. Trzeba być gotowym na wszystko: od bardzo konkretnych instrukcji do nic nie znaczących ogólników. I bądź mądry i coś wymyśl.
Ach tak. Nie powiedziałam w czym tak naprawdę tkwi istota zawodu fotoedytora. Mogę na razie powiedzieć jak to jest po mojej stronie barykady. Bo trzeba pamiętać, że każdy kij ma dwa końce…
Każdego dnia do agencji fotograficznych spływają dziesiątki zamówień na zdjęcia: polskie, zagraniczne, celebrities, podróżnicze, urodowe, stockowe itp. Na co dzień zajmuję się zdjęciami stockowymi, podróżniczymi, urodowymi, wnętrzarskimi, kulinarnymi… Jest ich mnóstwo. Kilka baz zdjęć do opanowania. W różnych językach. Po kilku miesiącach człowiek zaczyna się przyzwyczajać do takiego systemu pracy.
Muszę przyznać, i raczej nie przesadzam, że gdy dostaję zamówienie, to mogę od razu powiedzieć czy to zdjęcie mamy czy nie. Zamówienia się powtarzają, bo przecież nie można w nieskończoność wymyślać nowych tematów. W gazetach są stałe rubryki, więc to wszystko już kiedyś było.
Jeśli chodzi o sam zawód. To tak jak już wcześniej wspominałam nie każdy się do tego nadaje. Myślę, że od fotoedytora wymaga się wielu rzeczy. Wiedza szczególna i ogólna. Języki. Orientowanie się w temacie fotografii. Może to uściślę. Każda gazeta, tygodnik, czasopismo ma swoją specyfikę i profil. Trzeba wiedzieć, że to zdjęcie się nadaje do tej gazety, ale już na pewno nie do tej drugiej. Fotoedytorzy w redakcjach mają swoje upodobania… Zresztą…fotoedytor musi brać pod uwagę to, iż zdjęcie, które mu się podoba nie musi podobać się fotoedytorowi w redakcji. To jest zrozumiałe. Każdy ma inny gust. Dodatkowo należy utrzymywać kontakt z fotoedytorami w redakcjach. Czasami dzwonić, pytać czy zdjęcia doszły, czy podobają się zdjęcia z zamówień itd. A właśnie.
Powinnam wyjaśnić jak to wszystko działa. Jak wygląda proces od wymyślenia jakie zdjęcie jest potrzebne aż do chwili ukazania się zdjęcia w gazecie. Bo to też nie jest takie oczywiste.
Najprościej można to opisać tak: powstają materiały do wydania, dziennikarz daje teksty fotoedytorom, a oni formułują zamówienia na zdjęcia, które będą pasować do danego tekstu. Czasami jest to bardzo konkretne zamówienie czasami tylko zarys o czym będzie artykuł i weź człowieku się męcz. Zamówienie jest wysyłane do różnych agencji. Fotoedytorzy w agencjach się prześcigają w tym kto będzie pierwszy. Czasami przesyłamy prevki mailem, a czasami na ftpa. Prevki to miniaturki zdjęć.
Gdy robię zamówienia to staram się, aby wysłać jak najwięcej prevek, bo wtedy są większe szanse na sprzedanie. A fotoedytor w redakcji zbiera wszystkie zdjęcia nadesłane na dany temat i zaczyna wybierać. Gdy już wybierze przesyła do agencji zamówienia na tzw. highresa, czyli oryginał zdjęcia. Lecz sytuacja nawet na tym etapie nie jest jasna. Zamówienie highresa nie jest równoznaczne z kupieniem zdjęcia. Agencja dostaje pieniądze za zdjęcie dopiero w momencie ukazania się zdjęcia w gazecie.
Można powiedzieć, że moja praca nie jest stresująca…
Z drugiej strony wygląda to zupełnie inaczej. Ale może zacznę od początku. Naturalną koleją rzeczy jest, że dobry fotoedytor agencyjny w pewnym momencie chce zacząć piąć się po drabinie kariery zawodowej. Są tak naprawdę dwie drogi… Pierwsza to przejście do większej agencji, gdzie awansowanie jest bardziej prawdopodobne oraz gdzie otrzymuje się procent od sprzedanych zdjęć. Druga to awansowanie do rangi fotoedytora redakcyjnego. To ostatnie niesie za sobą wiele konsekwencji. Na pewno na pierwszym miejscu stoją dużo większe pieniądze – kilkakrotnie wyższe pensje niż w agencjach; oraz prestiż. Wygląda to tak, że tym ludziom wydaje się, że są lepsi, bo pracują w gazecie. Rzeczywistość nie zawsze tak się rysuje. Największą wadą pracy w gazecie jest stres, a także nienormowany czas pracy. Jeśli ktoś mi powie, że fotoedytorzy w gazetach pracują po 8 godzin dziennie 5 dni w tygodniu, to nie uwierzę. Po prostu widzę, że pierwsze zamówienia przychodzą koło 8 rano, a ostatnie koło 18. Przed weekendem jest jeszcze gorzej. Najgorętsza atmosfera jest oczywiście przed zamknięciem numeru. Wtedy fotoedytorzy stają na głowie, żeby znaleźć zdjęcia, których zazwyczaj jak na złość nie ma w agencjach (bo takie się zdarzają). 
Ostatnio spotkałam się z jedną z fotoedytorem z pisma Wydawnictwa Bauer. Jest to osoba wiecznie zapracowana, młoda, pracoholiczka. Wiecznie podenerwowana. Czasami wysyła maile z bezpodstawnymi pretensjami, próbą udowodnienia jakiegoś błędu. Na ludzi w gazetach trzeba uważać. Czasami zdarzają się nieprzyjemne sytuacje, kłótnie, awantury, ale to nie prowadzi do niczego dobrego. Konsekwencje mogą być nieprzyjemne nie tylko dla fotoedytora agencyjnego, lecz również dla całej agencji. Spotkałam się już z takimi sytuacjami, że fotoedytorki się pokłóciły i gazeta przestała brać zdjęcia z tej agencji, a przynajmniej od tej konkretnej fotoedytorki. Wniosek i rada dla przyszłych pracowników agencji fotograficznych: Z fotoedytorami w gazetach należy obchodzić się jak z jajkiem.
Wrócę jeszcze do kwestii różnic: fotoedytorzy gazetowi mają dużo więcej pieniędzy niż fotoedytorzy agencyjni. Ale z tego co zauważyłam Ci ludzie są zazwyczaj samotni. Trudno pogodzić tę pracę z życiem rodzinnym, które wymaga trochę czasu i pewnej systematyczności. Nawiasem mówiąc taka jest specyfika tej branży… z fotoreporterami jest podobnie. Co jest ważniejsze? Tę kwestie pozostawiam każdemu do odpowiedzi we własnym sumieniu.
Na razie nie myślałam o tym, żeby brać udział w tym wyścigu i podjąć pracę w gazecie, ale nigdy nie wiadomo jak potoczy się moje życie. Moja szefowa pracowała w VIVA! jako fotoedytor. Oczywiście wspomina, że był to bardzo pracowity i stresujący okres w jej  życiu. Umarł jej mąż i została sama z dzieckiem. Nie miała wyboru. Musiała tam pracować, ale nie ukrywa, że było ciężko. Teraz dzięki jej doświadczeniu i radach nauczyłam się jak pracować efektywniej i wydajniej.
Na dzień dzisiejszy wiem, że jestem fotoedytorką, to już nie tylko zawód lecz również sposób na życie…