Misiek Olszański show
Słowa kluczowe : Michał Olszański,
Autor: MS
Nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż pięć minut, chyba że jest to studio radiowej Trójki bądź jego dom, najlepiej w towarzystwie żony Magdy, czterech psów i trzech kotów. Koledzy mówią o nim, że jest „zakręcony jak słoik ogórków i kochany jak pluszowy niedźwiadek”. Telewidzowie i słuchacze go uwielbiają. A mnie zapewne nie wystarczy stron, aby uchwycić w pełni jego osobowość. Bo Michał Olszański to prawdziwy człowiek – orkiestra.
Michałowi mam okazję towarzyszyć niemal przez dwa tygodnie podczas różnego rodzaju zajęć zawodowych, najczęściej związanych z radiem. W świecie polskiego sportu, oraz wśród wszystkich polskich dziennikarzy nie ma chyba nikogo, kto nie wiedziałby, kim jest popularny Misiek. Nazwisko „Olszański” to zresztą medialna legenda – Tadeusz i Barbara Olszańscy to także znani i cenieni dziennikarze. Paradoksalnie, Michał nie zamierzał zostawać dziennikarzem. Zajmował się pracą z trudną młodzieżą. Dlaczego przestał? Tego dowiedziałam się biegnąc za nim po schodach na Myśliwieckiej 3/5/7, w drodze na Galę Trenerów. - Przyszedł taki moment, kiedy uznałem, że jestem za stary na taką pracę. Ja nie wierzę w instytucję doświadczonego wychowawcy. W pracy z trudną młodzieżą trzeba być blisko, a zramolały nauczyciel potrafi już tylko pouczać. - Widzę w tej wypowiedzi sporo kokieterii, bo Michałowi daleko do zramolałego mędrca. Nie można mu za to odmówić talentu dydaktycznego – kiedy do newsroomu Trójki wpada zdyszana reporterka, z niewiedzą w oczach i sprzętem radiowym w torbie, to właśnie Michał jest osobą, która siada z nią i spokojnie tłumaczy, jak z materiału prasowego zrobić medialny hit. Niektórzy zarzucają mu niekompetencję w dziennikarskim rzemiośle. On sam do porażki na tym polu przyznaje się tylko w jednym przypadku – nie sprawdził się jako dyrektor radiowej Trójki. - To stanowisko wymaga cech, których ja nie posiadam. Lubię dobrze żyć z ludźmi, a dyrektorowanie wymagało drastycznych kroków. Nie potrafiłbym wytrzymać presji ze strony redakcyjnych kolegów. - Michał potrzebuje aprobaty otoczenia, aby prawidłowo funkcjonować. Ale potrafi się sprzeciwić w imię wyższego dobra. Niewiele osób pamięta, że był aresztowany w 1982 roku za podziemną działalność ponadregionalną. - Siedziałem cztery miesiące, a aresztowano mnie dwa dni przed Sylwestrem, kiedy mój syn Antek miał zaledwie miesiąc.
Po szalonym poniedziałku czas na szalony wtorek. Michał wpada do radiowej Trójki tuż po zakończeniu programu Pytanie na śniadanie, który prowadzi wraz z Anną Popek. Za chwilę poprowadzi audycję Za, a nawet przeciw. Ale moją uwagę zwraca co innego – niebieski, a miejscami fioletowy, serdeczny palec. Okazuje się, że miłość do zwierząt bywa zgubna. - Mój kot dostał ataku padaczki i niestety! Źle go złapałem, dostał szczękościsku na mojej ręce. - Nie powoduje to jednak absolutnie utraty słynnej pogody ducha Michała. - Trzeba być pogodnym. Pogoda ducha działa obustronnie.
Pogoda ducha oraz niezwykłe ciepło to cechy, za które kochają go widzowie Magazynu Ekspresu Reporterów. Michał Olszański autentycznie całym sobą zaangażowany jest w często dramatyczne historie bohaterów programu. Czasem aż za bardzo, jak za czasów kariery pedagogicznej. - Przenosiłem pracę do domu. Na okrągło żyłem życiem swoich wychowanków, dopóki moja żona nie uznała, że dłużej tego nie wytrzyma.
Michał nie jest oczywiście postacią kryształową. Byłby wówczas bezbarwny, a to ostatnia cecha, jaką można mu przypisać. Śmiało można natomiast powiedzieć, że jest nieco niefrasobliwy. Przyznają to z pewnością jego współpracownicy, ale dodają zaraz, że Misiek to Misiek i jemu wszystko można wybaczyć. Wszak bez niego sport w radiowej Trójce nie byłby taki sam. Przykład jego niekonwencjonalnego podejścia mogłam zaobserwować na własne oczy podczas Balu Mistrzów Sportu. Zaledwie Agnieszka Radwańska poskarżyła się, że nudzą ją standardowe dziennikarskie pytania, a już Michał pospieszył z pytaniem iście niekonwencjonalnym – Agnieszko, czy Twoim zdaniem lepszy jest dobry seks czy finał Wimbledonu? - pytanie, które mogłoby zostać uznane za bezczelne, w ustach Michała brzmi dowcipnie i wręcz szarmancko. Bo uroku osobistego nie można mu zdecydowanie odmówić.
Co teraz dzieje się w życiu Michała Olszańskiego? - Mam zawodową hossę, bardzo się z tego cieszę. To miłe, kiedy ktoś docenia Twoją pracę. Poza tym strzyka mnie w kościach i mam ciągle problemy z kolanem. A teraz jeszcze ten kot. - Jak zwykle, nie sposób za nim nadążyć. Rozmawiam z Michałem na wspomnianym już Balu Mistrzów Sportu, odwracam na chwilę głowę, a jego już nie ma – kilka metrów dalej rozmawia z mistrzem olimpijskim Tomaszem Majewskim, łącząc się jednocześnie ze studiem i odpowiadając na niezliczone pozdrowienia przechodzących wokół znajomych. Czyli de facto wszystkich obecnych.
Chaos towarzyszący Michałowi udziela się także mnie. Im dłużej z nim przebywam, tym więcej dostrzegam nowych aspektów jego osoby. Jedno pozostaje niezmienne – zawadiacki, młodzieńczy uśmiech na jego twarzy i życzliwość, którą obdarza wszystkich. Nawet jeśli akurat świat wali się na głowę, psuje się drukarka na pięć minut przed serwisem czy też niezadowolony słuchacz wybiera go sobie na powiernika własnych pretensji. Michał wybiega do studia, a nas, siedzących w redakcji dobiega jego dialog z dawno niewidzianą reporterką – I pamiętaj wysłać na mnie sms-a w telekamerach! Z jego redakcyjnym kolegą, Krzysztofem Łoniewskim, spoglądamy na siebie ze zrozumieniem – Jak tu go nie kochać?


